
A gdzie są produkowane te silniki?
Waldemar Tomankiewicz: Dzierżawimy fabrykę silników do wyciągarek, która w całości realizuje produkcję dla nas, od projektu, od najmniejszej śrubki, kabelka do kompletnego silnika. W modelu Highlander zastosowaliśmy zupełnie inne, szybkie przekładnie, tak istotne podczas rajdów. Są też wytrzymałe na złe użytkowanie. Poprawiliśmy też design tych wyciągarek, offroadowcy to gadżeciarze, liczy się wygląd, pojazd w całości musi fajnie wyglądać. Na początku 2015 r. wprowadziliśmy najnowszą wersję Highlandera, zupełnie nową, przełomową, szybką i wytrzymałą, a do tego o nowoczesnym wyglądzie.
Kiedy powstała decyzja o budowie fabryki w Chinach?
Jerzy Woźnicki: Od początku opieraliśmy się na własnych wyciągarkach, na własnej konstrukcji i produkcji, nie na kupowaniu wyciągarek w Chinach i ich brendowaniu. Przez długie lata dzierżawiliśmy linie produkcyjne, ale to przestało nam wystarczać. Pierwszą własną fabrykę w Chinach postawiliśmy w 2011 r., jednak w ciągu dwóch pierwszych lat okazała się za mała, więc w 2014 r. przenieśliśmy się do kolejnej, naturalnie też w Chinach. W ubiegłym roku postawiliśmy trzecią, dokąd przenieśliśmy całą produkcję, ale i ta powoli robi się za mała…
A kto zarządza tam w waszych fabrykach, Chińczycy?
Jerzy Woźnicki: Spółek, które tworzą Dragon Winch, jest w sumie sześć, zarządzamy całością wspólnie z Waldkiem, ale na miejscu w Chinach mamy szefa produkcji, który jest Chińczykiem. Jest to osoba zaufana, zatrudniona od 12 lat. Na miejscu są też oddelegowani Polacy, specjaliści od kontroli jakości, od spraw technicznych. Kilka razy w roku osobiście tam jeździmy, ale naturalnie tutaj na miejscu mamy pełną kontrolę nad wszystkim.
Kto dostarcza podzespoły do fabryk?
Waldemar Tomankiewicz: Mamy obecnie ponad 100 podwykonawców, którzy dostarczają nam komponenty poszczególnych wyciągarek. Cała produkcja realizowana jest w Chinach, ale wszystkie projekty oraz rzecz jasna prototypy wyciągarek powstają w Polsce. W Krakowie mamy tzw. prototypownię, gdzie wykonujemy wszystkie obliczenia, gdzie testujemy produkty na hamowni. Dodatkowo posiadamy centrum badawczo-rozwojowe, gdzie wyciągarki poddawane są najcięższym próbom i są certyfikowane, jest w Chinach. W 100% kontrolujemy produkcję wyciągarek, ustalamy absolutnie każdy szczegół i kontrolujemy naszych podwykonawców, którzy nie tylko muszą spełniać i spełniają międzynarodowe standardy, ISO itp.
Fabryka jest w Chinach, a filie rozsiane po całym świecie.
Jerzy Woźnicki: W 2014 r. uruchomiliśmy filię w Melbourne w Australii, a rok później w Baltimore w Stanach Zjednoczonych. To są istotne wydarzenia, gdyż nasza obecność jest zaznaczana w USA ostatnimi laty dosyć intensywnie. Aktualnie zaufało nam blisko 3000 partnerów z 40 krajów. Eksportujemy wyciągarki na praktycznie wszystkie rynki europejskie i do części azjatyckich, a nawet na Malediwy, gdzie mamy klienta, który regularnie kupuje nasz sprzęt. Działamy globalnie – mamy ten komfort, że możemy eksportować z Polski, ale też dużo naszych kontraktów realizowanych jest bezpośrednio z Chin.
