“Nie możemy osiąść na laurach”

Jednak nadal nic nie wiemy o wizji działania nowego dyrektora – Macieja Taniewskiego…
Chciałbym wykorzystać dotychczasowe osiągnięcia i, na fali sukcesu, dynamiczniej rozwijać organizację wewnętrznie, tak aby cały czas poprawiała się jakość usług świadczonych przez naszych dealerów. Cały czas to kontrolujemy i stymulujemy ich do działania, używając różnych narzędzi. To pozwala naszej organizacji być jak najbliżej naszych klientów, najbliżej rynku. Nie możemy osiąść na laurach i powiedzieć: jest fajnie, jesteśmy liderem, nie robimy nic – bo wtedy zaczniemy się cofać.

Ma Pan bardzo duże doświadczenie w branży. Czy tak dobra znajomość realiów rynkowych i metod działania konkurencji ułatwia pracę?
Na pewno jest to pewien atut, ale staram się nie oglądać na to, co robi konkurencja. Staramy się robić wszystko po prostu jak najlepiej. Musimy cały czas analizować, czego wymaga od nas rynek i jakie nasze działania zostaną najlepiej przyjęte.

Czy jako dyrektor – Polak – zna Pan lepiej przewoźnika niż obcokrajowiec, dla którego jest to tylko kolejny etap, epizod w karierze korporacyjnej?
Na pewno jest mi łatwiej, bo znam osobiście bardzo wielu przewoźników, często się z nimi spotykam i dużo rozmawiamy o biznesie. Dzięki temu wiem, czego oni od nas oczekują, co jest im potrzebne, a w efekcie możemy szybciej reagować. Klient to nie jest kontrakt spisany na papierze i jeden rekord w excelu, dla mnie to jest żywy człowiek, którego znam, wiem, jaki jest model jego biznesu i czego on oczekuje.
Wbrew pozorom firmy transportowe też mają różne modele biznesu, różne schematy wymiany samochodów czy podejście do spraw obsługowych. Produkt w postaci samochodu ciężarowego to już nie wszystko, czego nasz klient chce. Oczekują kontraktów serwisowych, ale tych realnych, dostosowanych do polskich realiów, a nie wymyślonych gdzieś daleko w centrali. Szkolenia też robimy inaczej, bo na przykład wielu kierowców jeżdżących w polskich firmach to Białorusini lub Ukraińcy, dlatego – gdy chcą – szkolimy ich w języku rosyjskim. Kolejny ważny element to nasza gwarancja czasu naprawy z możliwością dostarczenia samochodu zastępczego czy rozliczanie przebiegów z uśrednieniem dla całej floty w ramach kontraktu. Jak widać, idziemy bardzo mocno w stronę oczekiwań przewoźników.

Co Pana zdaniem decyduje o konkurencyjności samochodów DAF?
Klientowi musi się przede wszystkim opłacać kupić DAF-a i nie dotyczy to tylko ceny samego pojazdu. Klienta interesuje koszt jednego kilometra, a kupując od nas samochód, szybko oceni, że jest on niski. Tworzą go opłaty stałe, jak rata miesięczna leasingu, kontraktu serwisowego, ubezpieczenia, podatki itd. Są też koszty zmienne, wynikające z intensywności eksploatacji, takie jak paliwo czy opłaty drogowe. Model biznesowy w transporcie ewoluuje i firmy koncentrują się coraz częściej na tym, co robią najlepiej, czyli na przewożeniu towarów. Cała reszta, czyli samochody, ich obsługa, staje się mniej istotne. Średni okres użytkowania pojazdu się skraca – kiedyś było to 5 lat, teraz po 3 latach klient chce mieć już nowy. Te 3 lata to bezpieczny okres, w którym można ciężarówkę spokojnie eksploatować, a mając kontrakt serwisowy, można też niemal zupełnie nie martwić się o jej stan techniczny.

Czego życzyłby Pan sobie na nowym stanowisku?
Mam jedno biznesowe życzenie: aby rynek się rozwijał i polskim firmom transportowym wiodło się jak najlepiej. Wtedy i my na tym skorzystamy. Oprócz tego chciałbym mieć jak najsilniejszych, dynamicznych dealerów. Dealer musi walczyć tak samo zarówno o zdobycie rynku, jak i z nami o jak najkorzystniejsze warunki współpracy. W efekcie wszystkim się to opłaci – przewoźnikom, dealerom i importerowi.

Tego Panu serdecznie życzę i dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Dariusz Piernikarski

DAF LF w opcjonalnej wersji Silent przy uruchomionym trybie cichym w trakcie jazdy jest rzeczywiście bardzo cichy, zmiany biegów następują przy niskich prędkościach obrotowych silnika, co nieco odbija się na dynamice rozpędzania, ale w trakcie jazd dystrybucyjnych – zwłaszcza nocą, gdy natężenie ruchu nie jest tak duże – nie ma to tak dużego znaczenia
fot. D.Piernikarski