Czy bycie „dużym” graczem rynkowym bardziej pomaga, czy przeszkadza?
Nasz tabor liczy dzisiaj 400 samochodów ciężarowych. Mówię tu o naszych własnych pojazdach. To nasza siła i karta atutowa w negocjacjach z dużymi zleceniodawcami transportu. Tym wygrywa się z każdą spedycją. Bo spedycje nie mają własnych samochodów, a duzi klienci chcą mieć pewność, że np. w okresach szczytowego zapotrzebowania na transport przewoźnik ich nie zawiedzie i podstawi dodatkowe pojazdy. Dartom daje jednak też pracę wielu mniejszym podwykonawcom. Często mają nawet cały nasz zestaw. Można więc powiedzieć, że dzięki nam rozwijają się też inni. Małym firmom transportowym jest coraz ciężej konkurować na rynku. My jako duży podmiot mamy silniejszą pozycję negocjacyjną, więc łatwiej jest nam uzyskać korzystniejsze warunki u dostawców sprzętu, paliw czy usług, które możemy potem zaoferować naszym współpracownikom. Rzecz jasna chcemy też mieć z tego jakiś zysk, ale chyba dajemy dobre warunki, bo nie narzekamy na brak chętnych do kooperacji.
A czy w ostatnich latach zauważa Pan zmianę w traktowaniu firm transportowych przez dużych klientów, takich jak np. Michelin, którego obsługujecie?
Przede wszystkim stawiają na sprawdzone rozwiązania – liczy się dla nich solidność, punktualność dostaw, a ponieważ na rynku wciąż brakuje ciężarówek, także to, czy przewoźnik jest w stanie zapewnić im dużą liczbę przewozów własnym taborem. I cena wcale nie jest dla nich najważniejsza. Tacy klienci chcą mieć pewność, gwarancję, że usługa zostanie wykonana na ustalonych warunkach. Płacą rynkowe stawki, ale chcą mieć po prostu święty spokój. Dartom im to zapewnia poprzez nowoczesny, spełniający wszelkie wymogi ekologiczne tabor oraz profesjonalizm załogi. Wydaje mi się, że dobrze wykonujemy nasze zadania, skoro kluczowi klienci współpracują z nami często już ponad dwie dekady. Staramy się też być blisko nich – w ostatnich latach rozwinęliśmy sieć biur operacyjnych rozsianych po całym kraju. Poza główną siedzibą w Grodzisku Mazowieckim mamy je w Szczecinie, Gdańsku, Poznaniu, Chorzowie, Wrocławiu, Rzeszowie i Białymstoku.
Duża liczba pojazdów wiąże się z koniecznością zatrudnienia licznej załogi, której trzon to kierowcy. A coraz głośniej mówi się o tym, że kierowców samochodów ciężarowych w naszym kraju zaczyna brakować…
Nie zaczyna, ale już brakuje! Nie ma nowych kierowców, bo nie ma u nas szkół zawodowych, które by ich kształciły. Nasi kierowcy wyjechali na Zachód, chociaż trzeba powiedzieć, że w Polsce zarabiają już prawie tyle samo co tam. A ponieważ życie nie zna próżni, do nas przyjeżdżają pracować Ukraińcy. Dartom też ich zatrudnia – na takich samych zasadach jak Polaków. To jednak nie ułatwia nam życia, bo komplikuje komunikację między pracownikami. Różna jest też mentalność naszych nacji. Każdy kierowca, który trafia do naszej firmy przechodzi szkolenie z ekonomicznej i bezpiecznej jazdy prowadzone przez kierowców szkoleniowych Renault Trucks ugruntowane potem przez naszego firmowego instruktora – to bardzo doświadczony szkoleniowiec, myślę, że jeden z najlepszych w Polsce. Młodzi kierowcy na początku jadą w parę tras jako zmiennicy w dwuosobowej obsadzie. Musimy najpierw poznać ich umiejętności, zanim powierzymy im pojazd i ładunek. Podobnie jak inni przewoźnicy nie możemy jednak brać na swoje barki szkolenia kierowców od podstaw! To nie nasze zadanie. Dlatego również tu polegamy mocno na współpracy z Renault Trucks: oni rozumieją, że ecodriving oraz profesjonalne, bezpieczne zachowanie kierowcy pojazdu ciężarowego to duży wpływ na wynik firmy transportowej. Niższe zużycie paliwa oraz mniejsza szkodliwość floty to nasz wspólny cel.
