Nietypowa pauza z Renault Trucks

Marcin Majak, Renault Trucks Marketing Manager Baltic Sea Market, odpowiedzialny za karawanę „Naturalnie Renault Trucks” (fot. K.Biskupska)

“Samochody Specjalne”: Założenia Waszej akcji były bardzo proste.

Marcin Majak: Tak. Kierowcy, którzy i tak muszą spędzić obowiązkową pauzę na parkingach, zamiast siedzieć w kabinie, mogli przyjść do nas. Mogli skorzystać z naszych atrakcji, mogli usiąść na fotelach masujących, na leżaczkach, mogli zagrać w różne gry. Mogli dowiedzieć się czegoś o naszych ciężarówkach i zwiedzić ich wnętrze. Wielu z nich widziało nasze samochody z zewnątrz, gdy przemierzali drogi Europy. Niewielu jednak znało je od środka. Chcemy tą akcją być bliżej nich, pokazać im, jak wygląda nasze nowe auto, co mamy do zaoferowania.

Osiągnęliście swój zamierzony cel?

Zakładaliśmy, że będzie odwiedzało nasze stoisko średnio ok. czterech kierowców na godzinę i taka średnia była. Liczba odwiedzin była podyktowana rytmem dnia kierowcy. Jeśli kierowcy wypadał postój, to się u nas pojawiał, a jeśli musiał jechać, to jechał i nie patrzył na to, co może obejrzeć. Tak naprawdę mieliśmy takie dwa duże piki w ciągu dnia, czyli nasilenie odwiedzin – przerwę obiadową i wieczór, gdy panowie zatrzymywali się na długą nocną przerwę.

Chętnie do Was przychodzili?

Zaskakujące było to, jak dorośli faceci prowadzący 40-tonowe zestawy potrafili być nieśmiali. Dwie młode dziewczyny przebrane w stroje żyrafy i pantery potrafiły ich tak onieśmielić, że chyłkiem przemykali do sklepu, a następnie również po cichu odjeżdżali z parkingu.

Może to zaskoczenie i brak przyzwyczajenia, że jakaś akcja może być skierowana tylko do nich? Żyją jednak w swoim zamkniętym świecie, ustalonym rytmie dnia.

Być może, tyle tylko, że to zasadniczo wydarzenie, które odbywało się w jedną stronę. My coś dawaliśmy od siebie, nie wymagając nic w zamian. Czyli mogli przyjść, skorzystać, obejrzeć ciężarówki, pobawić się atrakcjami, nic w zamian nie oczekiwaliśmy od nich. Więc nie powinno być tutaj nieśmiałości.

Ale jednak wielu z nich przychodziło, sądząc po średniej. Chętnie oglądali pojazdy?

Ci, którzy przychodzili, to ludzie otwarci, z mnóstwem pytań. Bardzo często byli to ci kierowcy, którzy do tej pory jeździli samochodami Premium albo Magnum i chcieli porównać modele. A o to nam właśnie chodziło, bo przecież nowe „tetki” nie są następcami poprzednich modeli, tylko pojazdami całkowicie od nowa skonstruowanymi, przy zupełnie innych założeniach. Odwiedzali nas też często kierowcy innych marek. Przychodzili też po to, żeby zobaczyć, co się zmieniło od czasów Premium i Magnum.

I co im proponowaliście?

Mieli okazję zapoznać się z prezentacją przeprowadzaną przez naszych przedstawicieli, mogli poznać ciekawe rozwiązania w naszych kabinach, takie, których nie znajdą w innych ciężarówkach, jak hamaczek, składana leżanka przekształcana w pojemnik na rzeczy osobiste czy nowa kabina MaxiSpace. Jak już sobie pooglądali, zobaczyli jak wygląda nowa tablica przyrządów, to najczęstszym podsumowaniem było: nowy to jest nowy. Panowie znajdowali różnice między eksploatowanym w tej chwili taborem a naszymi autami, które zdecydowanie przewyższają to, co aktualnie mieli do dyspozycji.

Czy byli tacy kierowcy, którzy jeżdżą „tetkami” i mieli jakieś uwagi odnośnie do prezentowanych pojazdów?

Część kierowców przychodziła zobaczyć, czego nie mają w swoim aucie, a co mogło by tam być czy porównać kabinę Sleeper z High Sleeper. Kilku zadało pytania, jak zrobić to czy tamto, bo nie doczytali bądź nie zrozumieli instrukcji obsługi. Byli też i tacy, którzy przyszli się pochwalić, że ich samochody zużywają mało paliwa.

A gdy przychodzili kierowcy jeżdżący pojazdami innych marek, zdarzały się porównania?

Były porównania, tylko w większej części raczej bezpodmiotowe, czyli np. „marka X to jest marka X”, czyli nic nie stało za takim argumentem. To było stwierdzenie w stylu „mam taki samochód i nic nie wiem o innym, i nie chcę się niczego nauczyć”. Okazywało się, że naszej gamy nie widzieli „od środka” i powtarzają jedynie gdzieś, kiedyś zasłyszane opinie. Byli też ludzie otwarci, stwierdzający: „o! kabina Premium była ciut przymała, ta jest co najmniej wystarczająca, więc warto”. Byli też kierowcy, którzy mówili „dam panu namiar do mojego szefa, bo chciałbym jeździć takim autem”.

Czyż nie o to między innymi chodziło?  Aby informacja poszła dalej, do szefa?

Zamysł był taki, aby kierowcy nie kształcili się tylko na „uniwersytecie parkingowym” i nie powtarzali sobie historii o kierowcy Magnum z pobrudzonymi przez boczne poręcze kabiny koszulką i rękoma. Chcieliśmy, aby sami stwierdzili, jak wygląda nowa generacja ciężarówek, które mijają po drodze. Technicznie, jeśli chodzi o spalanie paliwa, tę lekcję już odrobiliśmy i naprawdę trzeba było być głuchym i nie czytać żadnym publikacji bądź nie mieć styczności z naszą ciężarówką, aby mieć wątpliwość co do ekonomii naszego pojazdu. Została druga część tej misternej układanki, czyli kierowca. Dlatego cała akcja jest tylko i wyłącznie dla nich, aby oprócz tego elementu ekonomiczno-finansowego, na który bardziej patrzy właściciel, popatrzeć trochę w stronę kierowcy i powiedzieć mu, że tutaj też mamy co nieco do zaoferowania.

Czy coś było zaskoczeniem, jeśli chodzi o zachowanie kierowców? Jakieś ich pytania?

W zasadzie nic nas nie zaskoczyło, ale to świetny materiał i można napisać książkę na podstawie takich spotkań. Był na przykład pan, który jeździ „magnumką” i z czułością mówił o swojej „Magnolci”, że to bardzo kochane auto – wygodne do jazdy, do życia, a przy tym ekonomiczne, bo mało pali. Dzięki wydajnemu hamulcowi silnikowemu po 340 tys. km ma jeszcze 70% oryginalnie założonych klocków hamulcowych. Zaskoczeniem była też liczba kierowców z Ukrainy, którzy pracują dla polskich przewoźników. I nie chodzi o sam fakt, ale właśnie o ich procentowy udział, i to, wydawałoby się,
w dosyć „konserwatywnych” firmach.

Rozmawiała: Katarzyna Biskupska