Krakowska konferencja ESTA – zdecydowanie powyżej oczekiwań

Co zyskało OSPTN dzięki konferencji ESTA?

Głównym celem tej konferencji było podniesienie rozpoznawalności naszego kraju i stowarzyszenia OSPTN jako grupy społecznej. Celem spotkania w Krakowie nie był biznes w dosłownym tego słowa znaczeniu, żeby pokazać po konferencji, że nasi przewoźnicy dostali tyle i tyle nowych zleceń. To nie było spotkanie sprzedażowe, tylko raczej bardziej interpersonalne. Samych przewoźników firmy z zagranicy kojarzą chociażby z targów czy usług, które oni wykonują. Jak to zwykle bywa,  są na ich temat różne opinie – jedni nas chwalą, inni narzekają, bo zawsze w stadzie są czarne owce, które podkopują reputację grupy. Obecni byli goście z 23 krajów, więc można było nawiązywać kontakty, chociażby po to, aby w przyszłości móc poszukiwać podwykonawców na terenie danego kraju.

Co z udziału w takim spotkaniu Stowarzyszenia ESTA wynika dla firm transportowych zrzeszonych w OSPTN, poza wymiarem informacyjnym?

Są to przede wszystkim kontakty między firmami, nowe znajomości. Jeśli pojawiają się bardzo ważne osoby reprezentujące takich gigantów przewozowych, jak Mammoet czy Sarens, czy producentów, osoby, które w Polsce bardzo trudno jest spotkać, to ten towarzyszący „networking”, czyli spotkania i rozmowy nieformalne, jest doskonałą okazją do nawiązania nowych kontaktów. Poznajemy zatem również kooperantów, czy zleceniodawców. Potem, jeśli będę potrzebował dowieźć coś np. do Słowenii, to już znam kogoś tam, kto mi w tym pomoże. Jeśli przewoźnik jest zrzeszony w ESTA od kliku lat i jest przez innych polecany, to nie muszę szukać w ciemno. Niektórzy mają już swoje siatki powiązań i kontakty w innych krajach, inni dopiero coś takiego tworzą lub potrzebują je zaktualizować czy też otworzyć się na nowe kierunki. Największą wartością tego spotkania była informacja i wiedza.

A Pana interesujący referat na temat zezwoleń był częścią realizacji założeń programowych czy inauguracją wspomnianego procesu zbierania informacji w wymiarze europejskim?

Kraj zapraszający jest w pewnym sensie zobowiązany do przedstawienia najważniejszych informacji dotyczących działania branży nienormatywnej – tym samym uczestnicy spotkania poszerzają swoją wiedzę na dany temat ze szczególnym uwzględnieniem specyfiki danego kraju. Mój referat był zatem wypełnieniem obowiązku spoczywającego na kraju zapraszającym, jak i pewnym przygotowaniem materiału do powstającego przewodnika, o którym już mówiliśmy. Skoncentrowałem się na specyficznych dla Polski niuansach związanych z zezwoleniami. Prezentacja była skierowana głównie do gości zagranicznych, bo Polacy wiedzą raczej, o co chodzi. Przewoźnicy zagraniczni muszą i tak skorzystać z polskich firm, chociażby ze względu na kwestie językowe czy niepełną znajomość procedur administracyjnych. Znając informacje podstawowe, będą przynajmniej wiedzieć, na co mogą sobie pozwolić, czego się spodziewać. Poza tym będzie im łatwiej ocenić, czy druga strona mówi po prostu prawdę, bo w biznesie, niestety, nie wszyscy wykazują się  profesjonalizmem.

Jak ocenia Pan bieżącą koniunkturę w branży przewozów nienormatywnych w Polsce?

Nie wiem, co powiedzieć… Jest mniej zleceń, są gorsze stawki i problemy z płatnościami. Z drugiej strony jest jednak ciągły rozwój i inwestycje w nowy sprzęt. Na pewno w branży są pechowcy, firmy, które porwały się z przysłowiową motyką na księżyc i są w trudnej sytuacji. Są też firmy, które sobie doskonale radzą, mają stałych klientów, stałe trasy i pewną specjalizację i w tej grupie  widzę raczej rozwój. Tak więc  na pewno łatwiej już było, bo 20 lat wstecz były zupełnie inne realia rynku i konkurencji, ale tak jest przecież wszędzie.

Serdecznie dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Dariusz Piernikarski