Wielton: “Siłą organizacji są ludzie” – Mariusz Golec

fot. Wielton
fot. Wielton

Na ile obecny prezes zarządu Wielton SA ma swobodę w podejmowaniu decyzji, a na ile musi realizować wytyczne nakreślone przez najważniejszych akcjonariuszy?
Jestem przekonany, że w żadnej organizacji o działaniach nie decyduje jeden człowiek. Jeśli jest inaczej, to są to naprawdę indywidualne przypadki. Zarząd Wieltonu wytycza strategię rozwoju firmy. Właściciel ma duży wpływ na kreowanie wizji firmy. Zarząd przekuwa tę wizję na konkretną możliwą do wykonania strategię, dobiera odpowiednie środki, definiuje konkretne cele, czas.

Nie prowadzi to do rozbieżności?
Zdanie zarządu może być całkowicie odmienne od tego, czego oczekują właściciele. W Wieltonie mamy komplementarność. Ja czuję się słuchany, moje zdanie się liczy. Pracujemy na zasadach kompromisu, wypracowanych wspólnych decyzji. Każdy przedstawia własne argumenty, którymi stara się przekonać pozostałych. Może to zabrzmi trochę górnolotnie, ale my naprawdę wewnątrz firmy tworzymy zespół. Co ważne, jego członkami są także właściciele, którzy nie forsują rozwiązań siłowych. Za wszystkim przemawia ekonomia, opłacalność, rozwój i bezpieczeństwo firmy. Można głosić szczytne hasła o potędze – że, na przykład, będziemy na drugim miejscu w ciągu 5 lat, ale potem przychodzą realia i zaczyna się budowanie planu do tej wizji. Pojawiają się różne warianty działania w różnych perspektywach czasowych, wizja zostaje urealniona. Tak to właśnie u nas wygląda – szukamy wspólnie kompromisów. Zarząd Wielton SA generalnie składa się z ludzi, którzy wywodzą się z firmy, znają produkty, procesy, czują rynek i jego potrzeby. Takie wyczucie jest bardzo ważne. To samo możemy powiedzieć o radzie nadzorczej. Zatem nie mamy problemu związanego z brakiem znajomości rynku. Stawiane pytania dotyczą raczej nie tego, czy coś zrobić, ale jak i kiedy, z jakimi kosztami dane przedsięwzięcie się wiąże i co osiągniemy dzięki danej inwestycji.

Nie jest sztuką kupić 4 firmy wystawione na sprzedaż za przystępną cenę. Czy Wy wiecie, co dalej robić?
Oczywiście, doskonale wiemy, co robić, mamy precyzyjny plan działania. Komunikujemy, że integracja w Grupie Wielton zajmie nam 2 lata. Gdy teraz rozmawiamy, minął rok i 3 miesiące i my z uporem i konsekwencją realizujemy swój plan. Nasi inwestorzy to doceniają. Mówimy o efektach synergii, wprowadzamy nowe rodziny produktowe na rynek francuski, rozbudowujemy i unowocześniamy park maszynowy w Wieluniu, m.in. o linię zabezpieczenia antykorozyjnego KTL. Dążymy do podwojenia mocy produkcyjnych z 8 do 16 tysięcy sztuk rocznie.
Integracja idzie zgodnie z planem. Nasze dodawanie: dwa plus dwa dało już nie cztery, ale cztery i pół. Poprawiliśmy wyniki sprzedaży pojazdów Fruehauf we Francji oraz własne. Wykorzystujemy już efekty synergii. To są pierwsze owoce naszej pracy. Jestem przekonany, że idziemy dobrą drogą. Dużym wyzwaniem jest to, w jaki sposób będziemy zarządzać grupą. Szukamy optymalnych odpowiedzi, przebudowujemy strukturę grupy, strukturę samego Wieltonu, zatrudniamy ludzi z zewnątrz, którzy mają doświadczenie w pracy w korporacjach międzynarodowych. Znaleźliśmy swoją filozofię rozwoju naszej firmy, rozwoju naszej grupy. Walczymy o pozycję Grupy Wielton.

Niezależnie od tego, czy macie wizję i ją realizujecie, trzeba chyba patrzeć na to, co robi konkurencja, aby być może nie przespać jakiegoś ważnego momentu, jakiejś szansy…
Strategia to nie partykularne podejście. To codzienna realizacja postawionych celów, analizowanie szans, czasem poszukiwanie kompromisów, dokonywanie trudnych wyborów.

Czy Wielton ma kogoś, kogo można nazwać wizjonerem przyszłych kierunków działania, kto już myśli o tych najnowszych kierunkach widocznych w branży, takich jak łączność, sieci V2X czy diagnostyka prewencyjna?
Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że nie ma jednej takiej osoby. Wielton to ludzie, rozwój, to nowe centrum badawczo-rozwojowe. Nie mamy takiego Steve’a Jobsa, który kreuje naszą przyszłość. My przyszłość Grupy Wielton budujemy wspólnie.

A Mariusz Golec nie chce być Stevem Jobsem Wieltonu?
Nie, w żadnym wypadku. Firma to ludzie. Najlepsze efekty osiąga się, jeśli się jest w stanie zaprosić do współpracy odpowiednich ludzi, znaleźć im miejsce w organizacji i zmotywować, aby działali najbardziej efektywnie. Wtedy osiąga się najwyższy poziom kreatywności.
Nie chcemy w organizacji kreować jednej osoby – wizjonera. Osobiście walczę z takim przekonaniem, nie chcę, abyśmy taką kreacją nie zdusili drugich, trzecich linii. Wielton to ludzie, jestem jednym z nich. Stoję na pierwszej linii, ale to nie oznacza, że jestem jedyną osobą, która ją kreuje i rozwija. To jest dla mnie bardzo istotne. Bardzo cenię mój zespół, wszystkich tych, z którymi pracujemy. Poza tym naczepy to nie smartfony czy tablety. To jest inny typ biznesu, mówimy o ewolucji, nie rewolucji. Siłą organizacji są ludzie i ich wspólne doświadczenie.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Dariusz Piernikarski